Turniejowa „czwórka” za burtą!

0
531

Na korcie numer 1 turniej główny Poznań Open 2018 rozpoczął się od starcia rozstawionego z numerem siódmym Henri Laaksonena i Jasona Kublera. Trzeba przyznać, że losowanie nie było łaskawe dla Szwajcara fińskiego pochodzenia, bowiem jego rywal znajduje się obecnie zaledwie dwadzieścia dwie pozycje niżej w rankingu. Widzowie zgromadzeni na korcie mogli się więc spodziewać ciekawego i wyrównanego widowiska.

Pierwszy set spełnił te oczekiwania. Od mocnego uderzenia rozpoczął Laaksonen, przełamując w pierwszym gemie serwis rywala, jednak już chwilę później Kubler odwdzięczył mu się tym samym. Kolejne gemy stanowiły pokaz siły i umiejętności obu tenisistów, żaden z nich nie dawał się przełamać. Przy stanie 4:4 sprawy w swoje ręce wziął jednak Laaksonen. Szwajcarski tenisista najpierw dzięki znakomitym returnom przełamał podanie Kublera, by w następnym gemie dzięki mocnemu i celneemu serwisowi nie dać Australijczykowi najmniejszych szans na wyrównanie, wygrywając całą partię 6:4.

Drugi set już na samym początku przyniósł sporo emocji. Dwa pierwsze gemy były rozgrywane na przewagi, a obaj tenisiści zażarcie walczyli o każdy punkt. Ostatecznie jednak zarówno Kubler, jak i Laaksonen zdołali wygrać swoje serwisowe gemy. W piątym Szwajcar przełamał serwis Australijczyka. Od tego momentu wydarzenia na korcie przebiegały już pod dyktando Laaksonena, który pewnie zdobywał kolejne punkty. Z kolei w poczynaniach Kublera widać było coraz większą nerwowość, zaczął popełniać sporo prostych błędów. Ostatecznie set zakończył się wynikiem 6:2 na korzyść tenisisty urodzonego w Finlandii.

– Musiałem się dzisiaj zmierzyć z bardzo mocnym przeciwnikiem, ale bardziej skupiałem się na swojej grze, starałem się być agresywny w każdym uderzeniu. Bardzo się cieszę, że udało się wygrać w dwóch setach – mówił po meczu Laaksonen. To właśnie on awansował do drugiej rundy, w której zmierzy się z Węgrem Attilą Balazsem.

Bardziej sensacyjny przebieg miało za to drugie ze starć na korcie pierwszym pomiędzy Alessandro Giannessim a Pedro Sousą. Znajdujący się na 199. miejscu w rankingu ATP Włoch pokonał turniejową „czwórkę”. Tym samym z Poznań Open pożegnał się pierwszy z rozstawionych w turnieju singlowym zawodników.

Mecz „z wysokiego C” rozpoczął Giannessi, który wygrał trzy pierwsze gemy. Kolejne dwa należały jednak do Sousy. Wydawało się, że rozstawiony z numerem czwartym Portugalczyk wróci do gry, jednak kolejne trzy gemy, a w konsekwencji całego seta wygrał włoski tenisista. Giannessi skrzętnie wykorzystał fakt, że jego rywal popełniał bardzo dużo niewymuszonych błędów w kluczowych momentach.

Drugiego seta również lepiej rozpoczął 28-letni Włoch, który wygrał dwa pierwsze gemy. Sousa z kolei był coraz bardziej zdenerwowany, po przegranym gemie zniszczył nawet jedną ze swoich rakiet. Wydaje się, że to mu nieco pomogło, bo kolejne dwa gemy należały właśnie do turniejowej „czwórki”. Kluczowa dla losów zarówno seta, jak i całego meczu okazała się jego końcówka. Giannessi wygrał trzy ostatnie gemy, w całej partii triumfując 6:3.

Dzięki temu pochodzący ze Spezii tenisista dość niespodziewanie wyeliminował z turnieju czwartego najwyżej rozstawionego tenisistę tegorocznego Poznań Open. – Zagrałem dobry mecz, jestem bardzo zadowolony z mojego dzisiejszego występu i czekam z niecierpliwością na kolejne starcie – podsumował swój mecz Giannessi. W drugiej rundzie czeka go starcie z Victorem Estrellą Burgosem z Dominikany.

Adam Adamczak