Tommy Robredo nie przyjedzie, Thomaz Bellucci z „dziką kartą”

0
498

Brazylijczyk Thomaz Bellucci zagra w challengerze ATP Poznań Open 2018. Tenisista z Kraju Kawy przejmie „dziką kartę” po Tommym Robredo, który z powodu kontuzji w ostatniej chwili zrezygnował z występu na kortach Parku Tenisowego Olimpia.


Jeszcze kilka dni temu Bellucci był wymieniany wśród tych, którzy mogą zaprezentować się poznańskiej publiczności od 3 do 10 czerwca. Oprócz niego chęć otrzymania „dzikiej karty” zgłaszali także Hiszpanie Tommy Robredo i Marcel Granollers oraz Carlos Berlocq z Argentyny. Organizatorzy zdecydowali, że uhonorują specjalną przepustką Robredo, który siedem razy w karierze był w ćwierćfinale turniejów wielkoszlemowych, w tym pięć razy podczas Rolanda Garrosa w Paryżu.

W poniedziałek zaczęły docierać informacje, że doświadczony Hiszpan ma problemy zdrowotne. Z tego powodu wycofał się z challengera we włoskiej Vicenzy. Uraz miał jednak nie stanąć na przeszkodzie w przyjeździe do stolicy Wielkopolski. Niestety, we wtorek Robredo przysłał wiadomość, że po badaniach musi mieć przerwę w grze i jest zmuszony wycofać się z Poznań Open 2018.

W tej sytuacja „dzika karta” powędrowała do Thomaza Bellucciego, który właśnie zakończył swój udział we French Open. Na kortach Rolanda Garrosa 30-latek, zajmujący aktualnie 278. pozycję w rankingu ATP, bez większych problemów przeszedł kwalifikacje, odprawiając kolejno Niemca Matthiasa Bachingera (6:3, 6:4), Hiszpana Daniela Gimeno-Travera (6:1, 7:6) oraz Belga Rubena Bemelmansa (6:2, 2:6, 7:5). W pierwszej rundzie paryskiej imprezy wielkoszlemowej Bellucci musiał uznać wyższość Argentyńczyka Federico Delbonisa (1:6, 3:6, 6:3, 1:6).

Obok Martina Kližana, który również zaprezentuje się podczas Poznań Open, Bellucci jest zawodnikiem z przeszłością w TOP 30 rankingu ATP. Obdarzony „dziką kartą” przyznaje, że gra we French Open – wraz z turniejami rozgrywanymi w jego ojczyźnie – sprawia mu największą przyjemność. Na francuskich kortach najdalej był w 2010 roku, kiedy w czwartej rundzie zmierzył się z Rafaelem Nadalem, przegrywając w trzech setach (2:6, 5:7, 4:6). Hiszpan wówczas wygrał całą imprezę, a Bellucci cieszył się najlepszymi momentami w karierze. Brazylijczyk w tym samym sezonie znajdował się na najwyższym, 21. miejscu w notowaniu ATP i triumfował w Santiago de Chile. W challengerze w Sao Paulo, w którym na co dzień mieszka, przegrał dopiero po zaciętej walce w finale. Pokonał go rodak, Daniel Marcos (1:6, 6:3, 3:6). Mecz trwał ponad trzy i pół godziny.

Od 2008 do 2016 roku Bellucci stale gościł w pierwszej „setce” klasyfikacji. Tylko w 2013 roku wypadł poza nią, by po kilku miesiącach wdrapać się z powrotem. Dwa lata temu w trakcie turnieju w Rzymie w pierwszej rundzie dokonał historycznego osiągnięcia, wygrywając 6:0 seta z Novakiem Djokoviciem w ciągu zaledwie 24 minut! Dobrej serii nie udało się jednak utrzymać, bo Serb wygrał kolejne dwie partie.

Ponowny spadek Brazylijczyka poza TOP 100 był pokłosiem incydentu dopingowego. W lipcu 2017 roku udowodniono mu stosowanie hydrochlorotiazydu i zastosowano wobec niego „cichą” dyskwalifikację na pięć miesięcy. – Nigdy nie przypuszczałem, że multiwitaminy mogą choć w minimalny sposób wpłynąć na organizm. Zawsze dbałem o przestrzeganie zasad – mówił wówczas, choć z pokorą przyjął karę. Na korty wrócił w lutym.

Choć Bellucci przyznaje, że najlepiej czuje się w wielkich metropoliach, jak Sao Paulo, Las Vegas czy San Francisco, nie powinien mieć problemów z przyjęciem w Poznaniu. Od wielu lat przyjaźni się z Marcelo Melo, deblowym partnerem Łukasza Kubota, z którym niemal co roku spędza wakacje. Jak każdy Brazylijczyk uwielbia też futbol i… Forresta Gumpa. Można nawet zażartować, że lubi rozgrywać mecze niemal tak szybko, jak biega jego bohater. Zdradził kiedyś, że grę w tenisa – nawet najbardziej zaciętą – skróciłby do trzech setów.

Tomasz Pietrzyk