Logika i doświadczenie zwyciężyły. Andrea Arnaboldi jako ostatni awansował do turnieju głównego Poznań Open

0
535
Andrea Arnaboldi (ITA) vs Zsombor Piros (HUN) - Poznań Open 2018 - 04.06.2018 r.

Poniedziałek był bardzo intensywnym dniem dla Adrei Arnaboldiego i Zsombara Pirosa. Obaj stoczyli dwa pojedynki, po których to faworyzowany Włoch wywalczył kwalifikację do głównej drabinki challengera Poznań Open. Pokonał Węgra po dwóch tie-breakach 7:6 (3), 7:6 (3).

Arnaboldi rano walczył z Maciejem Rajskim i bez większych problemów pokonał Polaka 6:1, 6:4. Już wczesnym popołudniem mógł oszczędzać energię na finał kwalifikacji. Tyle szczęścia nie miał jego węgierski rywal. Piros później zmierzył się ze Szwedem Christianen Lindellem i wygrał swoje spotkanie dopiero w trzech setach 6:4, 5:7, 6:3. Pojedynek trwał prawie trzy godziny.

18-latek z Budapesztu, zwycięzca juniorskiego Australian Open w 2017 roku, miał o wiele mniej czasu na regenerację, co podkreślał już po pojedynku z Lindellem. – Ciężko mi będzie przygotować się do kolejnego spotkania w półtorej godziny, zwykle mam na to dzień. Myślę, że nie zdołam się przygotować w stu procentach, by z sukcesem rywalizować z Arnaboldim. Mam nadzieję, że zachowam chociaż osiemdziesiąt procent moich sił – mówił nastolatek.

Już wtedy można było połączyć kilka faktów, które złożą się na przewagę dla Włocha. Aranboldi jest zawodnikiem o wiele bardziej doświadczonym, na dodatek wieczorem był bardziej wypoczęty. Ale i tak te „80 procent” Pirosa przysporzyło faworytowi sporo problemów. – Ten mecz nie był tak łatwy, jak można było pomyśleć. Mogło być o wiele prościej. Być może wygrałem doświadczeniem, ale i tak dałem z siebie wszystko, bo mój przeciwnik nie dał mi odczuć, że nie jest w pełni zregenerowany – analizował po spotkaniu.

Rzeczywiście, młodzian dał w kość 30-latkowi z Mediolanu. Już w pierwszym secie Włoch prowadził nawet 4:1, ale Węgier szybko wyrównał stan spotkania, który trzymał się na ostrzu noża do ostatniej wygranej piłki w tie-breaku. Podobnie w kolejnej partii, w której Piros przez moment panował nad sytuacją na korcie, prowadząc w połowie 4:3. – Dzisiaj nie zobaczyliście najlepszej wersji Aranboldiego, ale ona na dniach nadejdzie – przekonywał Włoch, który po poniedziałku jest wycieńczony równie mocno, jak Piros.

Tomasz Pietrzyk