9 lipca w Parku Tenisowym Olimpia startuje tegoroczna edycja turnieju Poznań Open

0
625

Już 9 lipca w Parku Tenisowym Olimpia rozpocznie się turniej Poznań Open.
Challenger organizowany, z przerwami, od blisko ćwierćwiecza, przypomina, że Poznań to bardzo tenisowe miasto. Tu w 1921 roku założono Polski Związek Tenisowy, stąd pochodzą wybitni zawodnicy (czasem na skalę światową, czasem – tylko na krajową): Ignacy Tłoczyński, Wiesław Gąsiorek i Wojciech Fibak.
Koła tenisowe powstawały w Poznaniu jeszcze w XIX wieku. Wtedy była to zabawa dla zamożnych, bo sprzęt sporo kosztował. Z początku grało się rekreacyjnie, ale już w 1913 roku utworzono Związek Tenisowy Młodzieży Polskiej. Działał w nim Zdzisław Szulc, młody tenisista miejscowej Warty, który niespełna dekadę później stanął na czele Polskiego Związku Lawn-Tenisowego. 27 sierpnia 1921 roku historycznego aktu założycielskiego dokonali przedstawiciele dziewięciu klubów, w tym trzech poznańskich: KS Warta, KS Union i AZS. Stolica Wielkopolski stała się pierwszą siedzibą PZLT.
Mistrz przedwojenny

Poznańscy tenisiści zdobywali uznanie jeszcze w latach 1913-14. Zapraszano ich do Krakowa, gdzie obok miejscowych mogli rywalizować z zawodnikami czeskimi i niemieckimi. W tym mniej więcej czasie (1911 r.) urodził się tu pierwszy gracz wybitny. Dwanaście tytułów mistrza Polski w latach 30. (pięć w singlu, pięć w deblu, dwa w mikście) daje Ignacemu Tłoczyńskiemu miano najlepszego tenisisty okresu przedwojennego.

Niski, szczupły, nie miał dobrych warunków fizycznych, ale nadrabiał ciężką pracą. Grał solidnie zza końcowej linii. Pochodził z biednej rodziny, więc zarabiał dając lekcje tenisa, ale specjalną uchwałą PZLT uznano go za amatora (w ówczesnym tenisie było to warunkiem koniecznym) i mógł grać w kadrze. Debiut miał wymarzony: w 1930 roku w meczu z Rumunią w Pucharze Davisa zdobył dwa punkty, czym przyczynił się do historycznego zwycięstwa Polski. Wyrazem popularności było drugie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”, za Januszem Kusocińskim.
W szczytowej formie Tłoczyński był w 1939 roku. W dramatycznym boju z Niemcami (maj, Puchar Davisa na kortach warszawskiej Legii) pokonał Hennera Henkla i Rodericha Menzla, obu klasyfikowanych w czołowej dziesiątce świata. Polska przegrała 2:3.

W tym samym roku doszedł do ćwierćfinału Roland Garros, przegrywając w czterech setach z Amerykaninem Bobby’m Riggsem (późniejszym finalistą turnieju, a za chwilę mistrzem Wimbledonu). Razem z Adamem Baworowskim dotarł w Paryżu do półfinału debla. Został wtedy sklasyfikowany w pierwszej dziesiątce tenisistów na świecie, ale Polska była już pod okupacją i nikt o tym nie wiedział.
W czasie wojny sporadycznie grywał na zakonspirowanych stołecznych kortach. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim, był ranny. Trafił do obozu jenieckiego pod Salzburgiem, po wyzwoleniu dołączył do Korpusu generała Andersa i znalazł się na Wyspach Brytyjskich.

W 1946 roku zagrał jeszcze na Wimbledonie (wraz z innym poznaniakiem, Czesławem Spychałą). Podczas tego turnieju litera „P” przy nazwiskach obu tenisistów oznaczająca przynależność państwową została usunięta z tablic wyników na żądanie ambasady PRL, która oświadczyła, że zawodnicy nie reprezentują Polski. „P” powróciło po gwałtownym proteście obu tenisistów. Sami zawodnicy nie wrócili do kraju. Tłoczyński osiadł w Edynburgu, gdzie do końca życia pracował na miejscowych kortach. Zmarł w 2000 roku.

Mistrz krajowy

Powojenny tenis polski rozpoczęła epoka Władysława Skoneckiego. Trwała do końca lat 50., kiedy Poznań doczekał się kolejnego mistrza. Właściwie multimistrza, bo od chwili, gdy w 1959 roku pokonał w finale Skoneckiego, Wiesław Gąsiorek był mistrzem Polski nieprzerwanie do 1971 roku. Podobnie jak Tłoczyński, był po poznańsku pracowity i regularny. Bronił barw Warty, choć na czas służby wojskowej musiał przenieść się do Olimpii. Po skończeniu Technikum Budowy Taboru Kolejowego pracował w dziale kontroli technicznej Zakładów im. Cegielskiego. Jednocześnie grał i wygrywał, więc z czasem postawił już tylko na tenis. Do dwunastu tytułów w grze pojedynczej dokładał zwycięstwa w deblu, mikście i rozgrywkach drużynowych razem z Wartą. Triumfował także w międzynarodowych mistrzostwach Polski. Słowem – w kraju nie miał sobie równych.

Na świecie też były sukcesy: dwukrotnie grał w IV rundzie Roland Garros. W 1967 roku nie wykorzystał dwóch piłek meczowych o awans do ćwierćfinału turnieju. Wśród pokonanych przez niego byli m.in. Nicola Pietrangeli i Ion Tiriac. Znał swoją wartość – gdy w Moskwie spiker wywołał przez megafon „Gąsiorek, Polsza”, miał rzucić: „Pan Gąsiorek, zapamiętaj to sobie”. Po chwili wszyscy usłyszeli jak na kort proszono „pana Gąsiorka”.

W halowym Pucharze Króla tenisista pobił rekord w liczbie rozegranych gemów – w 1967 r. przegrał w Warszawie z Anglikiem Rogerem Taylorem 27:29, 31:29, 4:6 – łącznie 126 gemów (to była epoka przed wprowadzeniem tie-breaka). Rekord był możliwy dzięki szybkiej nawierzchni, która utrudniała przełamanie serwisu.
Od lat osiemdziesiątych przebywał głównie w Niemczech, pracując jako trener w Saarbrücken. Tam też zmarł w 2002 roku.

Mistrz światowy

Pierwsze wielkie wydarzenia we współczesnym polskim tenisie miały miejsce w połowie lat 70. i znów były poznańską zasługą. Młody Wojciech Fibak, nie oglądając się na Polski Związek Tenisowy (wtedy była to już zupełnie inna organizacja, niż ta, której przewodniczył Zdzisław Szulc), wziął ojcowskie dewizy w maksymalnej, choć śmiesznej dziś, dozwolonej kwocie i pojechał w świat. Ciąg dalszy tej historii znamy. Fibak przecierał międzynarodowe szlaki, do dziś jest najbardziej utytułowanym polskim tenisistą.
Od jego największego sukcesu – finału Masters w Houston – minie wkrótce czterdzieści lat. Decydujący pojedynek, w którym Fibak spotkał się z Manuelem Orantesem, był jedną z pierwszych relacji polskiej telewizji „na żywo” z USA. Kilka dni wcześniej Polak pokonał Hiszpana w rozgrywkach grupowych. W finale prowadził już 7:5, 2:6, 6:0 i 4:1. Przegrał jednak czwarty set 6:7 (w tie-breaku 1-7) i kolejny 1:6. Tytuł mistrza świata zdobył Orantes.

– Tamten turniej przegrałem właściwie w półfinale – przyznał później Polak. – Miałem bardzo ciężki mecz Argentyńczykiem Guillermo Vilasem – 8:6 w piątym – tymczasem Orantes wygrał swój mecz półfinałowy w trzech krótkich setach. Do zwycięstwa zabrakło mi jednej, może dwóch wygranych piłek w czwartym secie finału.
Fibak ma na koncie także ćwierćfinały Roland Garros, Wimbledonu i US Open w grze pojedynczej oraz zwycięstwo w Australian Open (w 1978 roku w parze z Australijczykiem Kimem Warwickiem) i finał Roland Garros w deblu. Wszystko to dzięki technicznej i inteligentnej grze (prowadził zapiski o mocnych i słabych stronach rywali). W singlu był dziesiąty na świecie (w lipcu 1977), w deblu – nawet trzeci (w kwietniu 1979). Zdobył 15 tytułów w grze pojedynczej, 48 w grze podwójnej.

Po zakończeniu kariery pełnił rolę doradcy Ivana Lendla – tenisisty, który zdominował światowe korty w połowie lat 80. Był prezesem Polskiego Związku Tenisowego i kapitanem reprezentacji w Pucharze Davisa. Jako biznesmen inwestował m.in. w branżę budowlaną i wydawniczą, a także filmową. Jest znawcą i kolekcjonerem sztuki – jak mówi, jego fascynacja malarstwem zaczęła się od reprodukcji zawieszonych na ścianach pokoju w poznańskim domu rodziców.

Miał też swój udział w organizacji poznańskiego challengera, który – jeszcze jako Polish Open – trafił na korty Olimpii rok po pierwszej, warszawskiej, edycji. Był rok 1992.

Źródło: Rzeczpospolita – Życie Wielkopolski
http://www.rp.pl/Zycie-Wielkopolski/307039908-9-lipca-w-Parku-Tenisowym-Olimpia-startuje-tegoroczna-edycja-turnieju-Poznan-Open.html#ap-2