Jerzy Janowicz: Powrót do Poznania to fajne przeżycie

0
481
Jerzy Janowicz i Krzysztof Jordan - Poznań Open 2017 - 19.07.2017 r.

Najlepszy polski tenisista ze spokojem podchodzi do kolejnych meczów na Poznań Open. Chciałby wygrać, ale nie jest to dla niego sprawa życia i śmierci.

Jerzy Janowicz jest rozstawiony w poznańskim challengerze z „czwórką”. Wiele osób liczy na to, że powtórzy sukces z 2012 roku i wygra turniej. Podchodzi on jednak do tego z dużym spokojem. – Żaden mecz nie będzie rozczarowaniem. Przegrana to rzecz normalna. Każdy chce wygrać i nie tylko ja przyjechałem tutaj po punkty. Jeżeli przegram, to trudno. Nie powieszę się, ani nie potnę z tego powodu. Interesuje mnie tylko i wyłącznie zwycięstwo, jak w każdym turnieju. Jeśli się nie uda, to nie będziecie mnie jednak odwiedzać na Powązkach – mówił Polak na konferencji prasowej, która odbyła się w środowe popołudnie.

Jerzy wielokrotnie występował w Poznaniu i miło wspomina poprzednie wizyty w Parku Tenisowym Olimpia. – Gra mi się w Poznaniu fajnie. Grałem tutaj bodajże od 17. roku życia, przez pięć lat z rzędu. Potem była przerwa, bo wybiłem się wyżej. Teraz wracam i to fajne przeżycie – stwierdził.

W czwartek zmierzy się z Goncalo Oliveirą. Najlepszy polski tenisista nie zna Portugalczyka i nie interesuje go turniejowa drabinka. – Nie mam pojęcia o tym chłopaku. Jak mam być szczery, to za bardzo nie przeglądałem drabinki. Tak naprawdę Andrzej Kapaś mnie poinformował o moim przeciwniku z pierwszej rundy. Jeśli gram dobrze, to jestem trudnym rywalem do pokonania, a gdy gram słabo to każdy może być zagrożeniem – opowiada.

Na meczu Janowicza z pewnością ponownie pojawią się tłumy kibiców. We wtorkowym spotkaniu z Jaume Munarem na trybunach kortu centralnego było ponad dwa tysiące fanów. Jak Janowiczowi gra się w takich warunkach? – Oczywiście nie gram za często w Polsce. Jeśli mogę spojrzeć na wszystkie turnieje, jakie zagrałem, to wszędzie był komplet publiczności. W Szczecinie ludzie stawali na stołach i krzesłach, aby oglądać mecz zza płotu. Wczoraj też był komplet, bo kibice siedzieli na schodach. Fajnie się gra przy takiej publiczności i to jest miłe.

Janowicz dzień wolnego w turnieju poświęcił nie tylko na konferencję, ale też na trening, aby jeszcze lepiej poczuć poznańską „mączkę”. Nie chciał jednak ćwiczyć na golęcińskich kortach, tylko wybrał inne miejsce. – Trenowałem gdzie indziej. W spokoju i w ukryciu w szopie – zakończył „Jerzyk” żartem, który nawiązywał do jego słynnej wypowiedzi sprzed kilku lat.

Maciej Brzeziński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here